piątek, 22 lutego 2008

zagrożenie z kosmosu




no! brawa dla ameryki :) udało im się zestrzelić szpiegowskiego satelitę,
który zagrażał między innymi ich największemu permanentnie 
dymanemu dupowłazowi... echem... chciałem napisać sojusznikowi,
czyli nam upiekli dwie pieczenie przy jednym ogniu - sestrzelili ten
złom i przy okazji pokazali jacy to z nich kosmiczni wojownicy 
- rosja i chiny już pewnie trzęsą się ze strachu :]
szkoda, że nie pizło w polskę - może jako zadość uczynienie dostalibyśmy,
jak już prawie wszyscy nasi sąsiedzi, możliwość wjazdu do ameryki 
bez wizy...  tylko kto przy zdrowych zmysłach, mając do wyboru 
emigrację do rozwijającej się europy, 
a do upadającej ameryki wybrałby tą drugą??
moim zdaniem jest to przykład niczym nie uzasadnionej 
ślepej megalomanii

1 komentarz:

niewasza pisze...

Zdziwiłbym się, gdyby naszym politykom tak naprawdę zależało na zniesieniu wiz do USA. Jakby jeszcze Polacy zaczęli dodatkowo emigrować za Ocean, to nikt by w kraju do rządzenia nie został.
Poza tym, kluczowa wydaje się raczej ilość obywateli pracujących w USA na czarno, niż zgoda na umieszczenie bądź nie instalacji.

A cały myk polega na tym, że układy z USA są ważniejsze dla nas, niż dla nich. Niestety, jesteśmy wciśnięci między współpracujące ze sobą Rosję i Niemcy, a tym samym potrzebujemy sojusznika za plecami tych krajów. Francja raczej się nie sprawdzi, za to Stany aż się palą, żeby gdzieś pomachać szabelką - czyli nadają się idealnie.
Oczywiście, można powiedzieć, że nie ma zagrożenia. Tylko czemu przedstawiciel Rosji przy NATO tydzień temu groził Polsce wojną? Czemu retoryka wojenna zaczyna się w ustach rosyjskich w kwestiach związanych z Kosowem? Tak, dziś nie ma bezpośredniego zagrożenia, ale to nie znaczy, że nie będzie też za pięć lat.

I jeszcze co do tarczy. Czytałem te bzdury z "NIE" z zeszłego tygodnia, z pierwszej strony. Tarcza jest skierowana militarnie przeciw Iranowi, natomiast przeciw Rosji politycznie, czego zdaje się nie odróżniać autor tego gniota. Rzecz polega na tym, że kiedy w Polsce znajdą się elementy tarczy, ostatecznie wydostaniemy się z czegoś, co Rosja może uznawać za swoją strefę wpływów, to raz. Po drugie, w przypadku jakiejkolwiek akcji skierowanej przeciw Polsce USA staną w naszej obronie jeszcze chętniej, bo będą bronić swojej tarczy. Autor artykułu nie raczył też zauważyć, że traktat NATO zobowiązuje sojuszników jedynie do udzielenia pomocy, jaką uznają za stosowne, niekoniecznie militarnej. Ponadto, NATO może się łatwo rozpaść w razie konfliktu zbrojnego między jego członkami (na przykład Turcją i Grecją). Dlatego prawdziwą gwarancję bezpieczeństwa dadzą nam dopiero dwustronne układy z USA.

Reasumując, "dupowłażenie" nie jest fanaberią. Po prostu, jak długo nie będziemy państwem wielkim jak w XVII wieku, tylko małym jak teraz, potrzebować będziemy sojusznika, i to dużego.